Jesteś mistrzem ciętej riposty. Kolejne ważne spotkanie w firmie i wiesz, że nikt nie odważy się wejść ci w słowo. Negocjacje nie zawsze idą w takim kierunku, jakbyś tego chciał, ale jesteś gotowy na wszystko. Masz w głowie dziesiątki analiz i jak kot, zawsze spadasz na cztery łapy a słowa takie jak contingency, leverage czy comprehensive znasz lepiej, niż datę urodzenia swojego dziecka. No i co z tego, kiedy otwierasz usta, a jedyne, co jesteś w stanie wypowiedzieć, to: "We have a problem. We need a plan. It is important”.
Dlaczego twoja błyskotliwość działała po polsku, a po angielsku już nie za bardzo? Dlaczego, mimo lat nauki masz uczucie bycia prymitywnym, tak że czasami wolisz milczeć? Wydaje ci się, że twój rozwój językowy nie nadąża, że ciągle stoisz w miejscu, a tak naprawdę chodzi o logistykę w twoim mózgu.
Rozumiesz raporty w Financial Times, a nie potrafisz użyć tych samych słów przy kawie? Dobra informacja jest taka, że wszystkie te słowa są skutecznie przechowywane i prawdopodobnie nigdy ich nie zapomnimy - rozpoznajemy je w tekście i rozumiemy w filmie, natomiast nie mamy do nich wydeptanej ścieżki dostępu w czasie rzeczywistym, zwłaszcza w stresie i pod presją czasu. W efekcie twój mózg wybiera to, co leży najbliżej wyjścia z “pamięci operacyjnej”. A tak się składa, że najprostsze, wydeptane autostrady, zamiast do słowa sophisticated, prowadzą do słowa good.
Może nie do końca nam się to podoba, ale nasz mózg wcale nie dąży do perfekcji i precyzji. Celem jest przetrwanie podczas komunikacji i to przy minimalnym nakładzie energii. Więc zamiast szukać opcji możliwie najlepszej, wybieramy opcję satysfakcjonującą, czyli taką, która spełnia podstawowe kryteria. Może i nasze ego podpowiada nam, że wypadałoby w końcu brzmieć jak native speaker, ale koszt takiej ekwilibrystyki słownej byłby zbyt wysoki, podobnie jak ryzyko popełnienia błędu i zawieszenia całego systemu.
To, co w naszym mniemaniu brzmi prymitywnie w żadnym wypadku nie powinno być traktowane jako porażka. Nasz mózg realizuje w ten sposób strategię obronną - on woli, żebyś powiedział cokolwiek, niż żebyś zamilkł na 5 sekund w poszukiwaniu idealnego przymiotnika.
Mamy niestety tendencję do nieustannego porównywania się. Do sąsiada. Do celebryty z internetu. Do Brytyjczyka. W tym ostatnim przypadku akurat intencje mamy dobre, bo przecież po to się uczymy od tylu lat, żeby brzmieć naturalnie. Natomiast wiadomo, jak to jest z intencjami, a nasz mózg podchodzi do tego pragmatycznie. Na konstrukcję złożonego zdania native speaker zużywa 1% swojej energii, podczas gdy nam zabiera to 70%, a przecież większość powinna zostać na merytorykę, bo to ona jest kluczowa.
Stąd właśnie bierze się iluzja prymitywizmu. Koszt “obsługi systemu” jest gigantyczny. Próba brzmienia jak native na tym etapie to jak jazda samochodem na zaciągniętym hamulcu ręcznym (filtrów gramatycznych). Silnik wyje (przez stres), a Ty dziwisz się, że nie ma prędkości (czyli płynności językowej).
Dodatkowe lekcje i jeszcze więcej słówek, a wtedy będzie dobrze, nie? No właśnie nie. Paradoksalnie, płynność pojawia się dopiero wtedy, gdy dasz sobie pełne przyzwolenie na “uproszczony” język, który i tak jest wystarczająco dobry, bo spełnia kryteria poprawności. Gdy przestaniesz walczyć o skomplikowane struktury, poziom stresu spadnie, a Twój mózg odblokuje dostęp do trudniejszych, bardziej wyrafinowanych zasobów językowych, które i tak już masz w głowie.
Zamiast skupiać się na wkładaniu do głowy jeszcze większej ilości wiedzy poprzez czytanie czy słuchanie, zacznij wymuszać wydobycie posiadanej już wiedzy poprzez produkcję. Twój mózg uczy się “dostarczać” słowa tylko wtedy, gdy jest do tego zmuszony w warunkach imitujących realną rozmowę. Stwórz sobie komfortowe otoczenie do mówienia, choćby była to konwersacja z samym sobą.
No i zamiast budować zdania z pojedynczych słów, co jest dla mózgu bardzo kosztowne, wykorzystuj prefabrykaty językowe, czyli gotowe frazy i kolokacje, które znacznie obniżają koszty produkcji.
Wniosek jest taki, że z twoją wiedzą, a także inteligencją, nie stało się nic złego - one nie wyparowały. Jesteś jak kierowca Formuły 1, któremu w trakcie wyścigu kazano przesiąść się na traktor, to znaczy, że twoje umiejętności nie uległy zmianie, ale chwilowo masz dostęp tylko do ograniczonych przełożeń.
Twój mózg dba o twoje bezpieczeństwo, przetrwanie oraz o oszczędności kosztem stylu wypowiedzi. Musimy pamiętać, że prawdziwa biegłość nie zaczyna się od perfekcji, ale od momentu, w którym zaakceptujemy fakt, że nasze "wystarczająco dobre" jest dokładnie tym, czego potrzebujemy, żeby iść dalej.
Jak często łapiesz się na tym, że wolisz milczeć, bo “idealne” słowo nie chce się pojawić w porę? To takie zadanie do przemyślenia i obserwacji samego siebie. Potem będzie już z górki!
Autor: Robert Poschlod
Od blisko dwóch dekad specjalizuję się w budowaniu pewności siebie i przełamywaniu barier w komunikacji po angielsku. Pomogłem setkom managerów oraz specjalistów z sektora technologicznego i finansowego odzyskać ich potencjał komunikacyjny i przejść transformację od stresu do pełnej swobody i biegłości językowej.